 |
Reprezentacja Polski przegrała 0:3 (0:2) w spotkaniu
towarzyskim z USA na stadionie krakowskiej Wisły. W Krakowie nie udał się mały
jubileusz Leo Beenhakkerowi, który po raz 25. zasiadł na ławce trenerskiej
polskiej reprezentacji.Mecz z reprezentacją USA był ostatnią przed
ogłoszeniem szerokiej kadry na mistrzostwa Europy okazją dla Leo Beenhakkera,
by przekonać się o przydatności do drużyny narodowej niektórych piłkarzy.Głównie z tego powodu w podstawowym składzie
znalazło się miejsce dla zwykle rezerwowych Pawła Brożka i Łukasza Piszczka
oraz Arkadiusza Radomskiego |
Radomski, którego Beenhakker widział wcześniej także w roli
defensywnego pomocnika, tym razem był partnerem Jacka Bąka na środku
czteroosobowego bloku defensywnego. Z kolei Łukasz Piszczek został ustawiony na
nietypowej dla siebie pozycji prawego pomocnika, a Paweł Brożek był najbardziej
wysuniętym polskim napastnikiem.
Piszczek i Brożek niczym się nie wyróżnili i zakończyli swój
występ po 45 minutach. Jeśli był to dla nich "mecz ostatniej szansy",
to trudno przypuszczać, by ją wykorzystali.
Pierwsze minuty, mimo przenikliwego zimna, były w wykonaniu obu zespołów dość
niemrawe, choć dwukrotnie rywalami "zakręcili" Piszczek i Mariusz
Lewandowski. Ich akcje nie przyniosły jednak powodzenia, w przeciwieństwie do
sytuacji z 12. minuty. Marcin Wasilewski faulował z lewej strony boiska Landona
Donovana, a po rzucie wolnym kapitan gości Carlos Bocanegra strzałem głową pokonał
Artura Boruca. Chwilę później polscy obrońcy przegrali walkę w powietrzu z
Brianem Chingiem, ale jego uderzenie było zbyt lekkie, by mogło zaskoczyć
bramkarza.
Polacy pierwszy raz bramce gości zagrozili w 23. minucie, kiedy blokowany przez
amerykańskich obrońców strzał Jacka Krzynówka przyniósł im rzut rożny. Później
Tima Howarda próbowali jeszcze pokonać uderzeniami z dystansu Dariusz Dudka i
ponownie Krzynówek, ale bramkarz angielskiego Evertonu spisał się bez zarzutu.
Podopieczni Beenhakkera mieli w pierwszej połowie spory kłopot z realizacją
podstawowej dewizy Holendra, czyli nie potrafili dłużej utrzymać się przy
piłce. Środkowi pomocnicy i cofający się w tą strefę boiska Maciej Żurawski
zaliczyli sporo strat, nie potrafiąc poradzić sobie z pressingiem rywali.
W 35. minucie było już 2:0 dla Amerykanów, a gol znowu padł po stałym
fragmencie gry. Tym razem dośrodkowanie z rzutu rożnego Landona Donovana na
bramkę zamienił drugi z amerykańskich stoperów - Oguchi Onyewu.
Tuż przed przerwą na trybunach można było usłyszeć pierwsze gwizdy, a swoją
opinię o postawie "biało-czerwonych" kibice wyrazili śpiewając:
"Co wy robicie, Polacy co wy robicie". Skandowano także nazwisko
pozostającego w rezerwie Euzebiusza Smolarka.
Leo Beenhakker spełnił życzenia kibiców i "Ebi" po przerwie pojawił
się na boisku. Razem z nim do gry weszli Łukasz Garguła, Wojciech Łobodziński i
Radosław Matusiak. Ten ostatni z dobrej strony pokazał się w 56. minuty, kiedy
mocno uderzył pod poprzeczkę, jednak Howard zdołał wybić piłkę na rzut rożny.
Obraz gry jednak zasadniczo nie zmienił się.
Już pierwsza akcja gości po przerwie powinna się skończyć trzecim golem, lecz
Landon Donovan (99. mecz w reprezentacji USA w wieku 26 lat) w sytuacji sam na
sam z Borucem nie trafił w bramkę.
Polacy częściej niż przed przerwą przedostawali się pod amerykańską bramkę, ale
czynili to równie nieskutecznie. Próbowali "szarpać" Łobodziński i
Smolarek, rozgrywał piłkę Garguła, ale obrońcy gości nie mieli problemów z
rozbijaniem tych ataków.
Podobnie jak w pierwszych 45 minutach "Jankesi" szukali szczęścia
szczególnie w stałych fragmentach gry. I w 73. minucie po raz trzeci przyniosło
to zamierzony skutek. Rezerwowy Eddie Lewis technicznym uderzeniem nad murem z
rzutu wolnego nie dał szans Borucowi. A gdyby pięć minut później Jonathan
Spector był bardziej precyzyjny, strzelając głową po dośrodkowaniu Lewisa, to
kolejny rzut wolny skończyłby się utratą następnej bramki.
W 25. występie pod wodzą Leo Beenhakkera reprezentacja Polski doznała
najwyższej porażki, a Holendrowi 73 dni przed inauguracją Euro 2008 nie ubyło
wątpliwości. Gra i wynik w meczu z USA nasunął także skojarzenia z przygotowań
do dwóch ostatnich mundialu, kiedy polscy piłkarze również przegrywali mecze
towarzyskie, a później słabo zaprezentowali się w turnieju mistrzowskim.
Zdaniem holenderskiego trenera, polska reprezentacja nie ma
kłopotu z defensywą. "Wczoraj wszyscy przekonali się, jakie popełniamy
błędy, ale generalnie problemu z obroną nie widzę. Ci sami piłkarze, nawet w
podobnym ustawieniu, grali w eliminacjach i spisywali się bardzo dobrze. Byli
skuteczni w swoich działaniach. W spotkaniu z USA spisali się słabiej.
Prawdopodobnie nie byli maksymalnie skoncentrowani, nie walczyli z maksymalnym
zaangażowaniem i o to mam do nich pretensje. Ale wiem, że jesteśmy w stanie
wszelkie niedociągnięcia wyeliminować" - ocenił Beenhakker.
Sam szkoleniowiec jednak nie robi tragedii z tego, co się
stało. Potwierdza w prawdzie, że wynik jest tragiczny, chociaż absolutnie nie
jest z niego zadowolony. To, co się stało traktuje jako zwykły wypadek przy
pracy, incydent, który już się nie powtórzy. Zaznaczył także, że jego piłkarze
po tak bolesnym ciosie będą mocniejsi na przyszłość i wyciągną wnioski ze
środowego meczu.
|